-Siedzę?Nie widać?-zapytałam sarkastycznie.
-Sorry. Ja jestem starszy.-powiedział-To moje miejsce.
-Niby dlaczego to "Twoje" miejsce?-zapytałam robiąc cudzysłów w powietrzu.
-Bo tak mówię!-podniósł głos-Złaź stąd młoda!
Nie odpowiedziałam.
Zastanowiłam się chwilę i zeszłam z "jego" miejsca.
Ze złośliwym uśmiechem weszłam na tylne siedzenia.
Jack spojrzał na mnie podejrzliwie,wsiadając do auta.
Ja,specjalnie,żeby go wkurzyć położyłam się wygodnie na całych trzech miejscach.
(Sama często tak robię siostrze)
-Jesteś podła.-powiedział na co zaśmiałam się tak,jak Ci psychole z horror'ów-I straszna dodał.
Uśmiechnęłam się do niego sztucznie,tak,by jeszcze bardziej go wkurzyć.
Jack już chciał coś powiedzieć,ale mama weszła do auta.
-To co?-odezwała się-Jedziemy?
-Nie.-odpowiedziałam od razu,bez żadnych emocji.
-Dlaczego ty jesteś tak negatywnie nastawiona?-zapytał mnie brat.
-Bo tak.-powiedziałam i odwróciłam się przodem do oparć.
Włożyłam słuchawki w uszy nie zwracając uwagi na to,że brat i mama coś jeszcze do mnie mówili.
Jak tam będzie? Jak to ma wyglądać? A jeśli z nikim się tam nie zaprzyjaźnię? W prawdzie doskonale umiem język. Nawet lepiej od mamy i brata. Mój nauczyciel powiedział,że nie ma mnie czego uczyć,bo mówię jakbym się tam urodziła,ale jednak dalej mam obawy.Jeśli nikt mnie nie polubi...?
I z takimi myślami zasnęłam...
***12:38***
Obudziło mnie szturchnięcie w plecy.
Odwróciłam się i zobaczyłam brata,który się do mnie przyjaźnie uśmiecha.
Domyśliłam się,że powinnam wysiąść,ale wolałam się upewnić.
-Już?-zapytałam.
-No tak. Wyłaś młoda.-dlaczego On cały czas do mnie mówi "młoda"?
Wysiadłam z auta.
Poprawiłam włosy.
Mama oddała kluczyki koledze,który miał auto odwieść z powrotem do domu.
Pociągnęłam za sobą walizkę i po kilku minutach doszliśmy do celu.
Weszłam po schodkach i usiadłam na miejscu obok Jack'a,a mama usiadła za nami obok jakiejś pani.
Wyglądała bardzo ładnie i wydawała się przyjazna.
Po dosłownie kilku sekundach kobieta odezwała się do mamy i ich rozmowa dosyć dobrze się rozwinęła.
Z tego co zdołałam usłyszeć miała na imię Liz.
-Jack?-odezwałam się,a chłopak na mnie spojrzał-Czy zrobiłbyś to dla mnie i był moją poduszką?-zapytałam na co brat się zaśmiał.
-To będzie dla mnie zaszczyt.-powiedział no co oparłam się o niego.
Przed tym jak zasnęłam usłyszałam tylko ciche "dobrych snów" wydobywające się z ust brata.
***5 Godzin Później***
Otworzyłam oczy.
Dalej opierałam się o Jack'a,a mu najwyraźniej to nie przeszkadzał,bo widząc,że się obudziłam uśmiechną się najpiękniej jak potrafił.
Oddałam uśmiech i oparłam się o swoje miejsce by go już dalej nie obciążać.
-Ile spałam?-zapytałam.
-No nie wiem. Około pięciu godzin? Tak. Coś około.-powiedział.
-Co? Dlaczego mnie nie obudziłeś?-zapytałam-Oparła bym się o szybę czy coś. Nie boli Cię teraz ramię?-spojrzałam na niego,a On się tylko zaśmiał.
Z tego wywnioskowałam,że nic się nie stało.
Odwróciłam się za siebie by spojrzeć na mamę.
Jak się okazało dalej rozmawiała z tą Panią.
Ile można gadać z nieznaną osobą?
-Ooo...-spojrzała na mnie mama-Obudziłaś się?-zapytała głupio.
-No nie. Jeszcze śpię.-powiedziałam uśmiechając się sztucznie.
-To jest Liz'a.-powiedziała mama kompletnie ignorując to co mówię.
-Dobry wieczór.-przywitałam się podając kobiecie dłoń-Nazywam się [T.I].
Po krótkim przywitaniu mama znów zabrała głos.
-Liz'a leci w to samo miejsce co my. Okazało się,że miesza na przeciwko naszego nowego domu...-przerwałam mamie.
-Przepraszam,że przerywam,ale już chyba Panią gdzieś widziałam.
-Tak. To bardzo możliwe. Mój syn to Luke Hemmings. Nie wiem czy kojarzysz. 5 Seconds Of Summer.-kiwnęłam głową na znak,że ich kojarzę. Tak naprawdę bardzo dobrze ich kojarzyłam. Nie nie byłam 5SOSFam,ale uwielbiałam ich piosenki-No właśnie. Mieszkamy razem z chłopakami. Wasz dom jest na prawdę piękny i wszyscy byliśmy ciekawi kto w nim zamieszka. Chłopaki na pewno się ucieszą,że taka piękna dziewczyna jak Ty będzie jedną z osób,które tam mieszkają. A tak po za tym nie mów do mnie "Pani". Mów do mnie Liz dobrze? Skoro i tak będziemy sąsiadkami.-zgodziłam się i odwróciłam.
Tak serio? Od początku wiedziałam,że to mama Hemmings'a.
Nie chciałam wyjść na "psycholkę,która szaleje za jej synem".
I tak tak nie jest,ale mogłaby odnieść takie wrażenie.
Tego nie chciałam.
Dobrze się dogaduje z mamą,co jest na prawdę wspaniałe jako że stara sąsiadka serio nas nienawidziła,nawet nie wiadomo dlaczego.
Ale tak zmieniając temat.
W sumie można mnie nazwać 5SOSFam....
***20 Minut Do Lądowania***
-Nie Ty przegrałeś!-powiedziałam podniesionym głosem do Jack'a.
-Nie Ty przegrałaś!
-Nie Ty pierwszy mrugnąłeś!-powiedziałam do niego.
-Nie Ty pierwsza mrugnęłaś!
Moglibyśmy się jeszcze długo się tak kłócić,gdyby nie to,że samolotem zaczęło strasznie trząść.
-Za wcześnie na turbulencje.-powiedziałam przerażona.
"Bardzo Prosimy Zapiąć Pasy!"
Usłyszeliśmy głos z głośników.
Po chwili zaczęliśmy spadać i spadać i spadać...
Byliśmy bardzo blisko lotniska...
Przynajmniej...Tak mi się wydaję...
Po chwili zaczęliśmy spadać i spadać i spadać...
Byliśmy bardzo blisko lotniska...
Przynajmniej...Tak mi się wydaję...
***Elizabeth (mama)***
Rozbiliśmy się...
Po kilku minutach wydostaliśmy się z samolotu.
-Nic Wam się nie stało?-zapytałam.
-Mi nie.-odpowiedział Jack.
-Mi też nie.-powiedziała Liz'a.
Po chwili z samolotu zaczęli wychodzić ludzie.
-A [T.I]?-zapytałam nie mogąc znaleźć w tłumie mojej córki.
Jednak nie długo po tym ją zobaczyłam...
Wynosili ją.
Dwóch facetów z pogotowia.
Jej warga była rozcięta.
Brzuch też.
Na głowię wielką ranę z której sączyła się krew.
Z nóg i rąk tak samo.
Podbiegliśmy do mojej córki.
-Boże Święty [T.I]!-krzyknęłam i zalałam się łzami.
Dziewczyna nie odpowiedziała.
Szybko przenieśli ją do karetki i podłączyli do sprzętu dzięki któremu mogła oddychać.
-Niech pojedzie pani na tą ulicę.-odezwał się jeden z ratowników.-Niestety nie mamy czasu na mówienie co się stało. Musimy uratować dziewczynę.-dopowiedział i odjechali.
Po jakiś dziesięciu minutach wszyscy byliśmy w szpitalu.
Podeszliśmy do recepcjonistki i zapytałam w jakiej sali znajduję się moja córka.
Wyjaśniła nam jak dojść do odpowiedniej sali,a my się tam udaliśmy.
-123,124,125,126,127,128,129 i 130.-usiadłam na krześle przed dobrą salą i czekałam.
Recepcjonistka powiedziała nam,że w sali 130 obecnie znajduje się lekarz i nie można do niej wejść.
Po kilku minutach podszedł do nas mężczyzna na oko 50-55 lat.
-Witam. Nazywam się Nathan Watson. Jestem lekarzem Pani córki. Niestety jej stan jest krytyczny. Jeszcze dzisiaj zostanie poddana operacji. Bez tego nie ma szans na przeżycie.-powiedział lekarz,a ja stałam przerażona.
Jack też nie wyglądał najlepiej.
Liz była przerażona tak jak ja,chociaż nie znała tak dobrze [T.I].
Cieszę się,że jest tu ze mną.
Przez ten lot niesamowicie dobrze się poznałyśmy,wiemy już o sobie prawie wszystko.
-Musi Pani podpisać zgodę na operowanie Pani córki.-lekarz podał mi kilka kartek,które wypełniłam.
***W Domu 5SOS i Liz'y***
***Luke***
Do domu weszła mama.
Wydawała się roztrzęsiona.
Ale...
Przecież nic się nie stało.
Chyba....
Weszła do kuchni.
Dziwne,że nawet się nie przywitała.
Wzięła z szafki kilka tabletek na uspokojenie,ale nie połknęła ich.
Zaczęliśmy się z chłopakami coraz bardziej denerwować.
-Mamo co się stało?-zapytałem.
-Ja...Ja powiem Wam jak wrócę. Będę za jakieś pół godziny.-powiedziała i szybkim krokiem wyszła z domu.
-Dobra.-powiedział Michael-To było dziwne.
-No... I to bardzo.-poparł go Calum.
-Dlaczego od razu nie powiedziała o co chodzi?-odezwałem się-I po co były jej te tabletki?
-Dowiemy się jak przyjdzie.-powiedział Ashton.
Tak jak mama powiedziała,tak zrobiła.
Po koło trzydziestu minutach przyszła do domu.
Przeprosiła nas i przywitała się,jednak dalej wydawała się jakaś zmartwiona.
Zaczęła opowiadać historię,którą tak chcieliśmy usłyszeć.
Dziewczyna nie zdążyła zapiąć pasów.
Musiała czuć okropny ból przed tym,jak straciła przytomność.
-Moglibyśmy ją zobaczyć?-zapytałem,a reszta chłopaków mnie poparła.
-Chyba najpierw powinniście poznać jej mamę i brata. Przyjdą jutro tutaj na obiad. Później będzie trzeba się zapytać Elizabeth czy możemy ją zobaczyć.
***Następny Dzień***
***Po Obiedzie U 5SOS***
***Jack***
-Tak. Myślę,że tak.-mama już nie była tak bardzo zrozpaczona,po telefonie od lekarza z wiadomością,że stan [T.I] znacznie się polepszył.
Po tym jak zgodziła się,żebyśmy zobaczyli siostrę udaliśmy się do niej.
Nie długo po tym już byliśmy w sali mojej siostry,leżała w śpiączce...
Nikola♥Bay♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz